wywiad: Darek Niebudek                           

ROZMOWA Z DARKIEM NIEBUDKIEM – Prowadzącym Listę (październik 2008 roku)

Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie śląską muzyką?
DN: Bezpośrednio zaczęło się od fascynacji Śląskiem. Urodziłem się w Kielcach i pierwszy raz na Śląsk przyjechałem, w wieku lat chyba szesnastu czy może wcześniej, do ZOO i do Planetarium na wycieczkę. Rok później przyjechałem do Chorzowa kupić narty i nawet nie przypuszczałem, że za parę lat tu osiądę i będzie to moje miejsce przeznaczenia – Śląsk. Poznałem muzyków z Orkiestry Miliana, którzy w większości byli Ślązakami i mieli niesłychane poczucie humoru - specyficzne, lekko abstrakcyjne. Potem zacząłem pracować w „Teatrze Rozrywki” w Chorzowie, poznawałem coraz więcej Ślązaków... poznałem ich jako ludzi, których tak naprawdę cenię za konserwatyzm poglądów, za pewne niezłomne zasady i pryncypia w życiu jak praca, rodzina, Bóg... Słuchałem dużo śląskiej muzyki, potem zacząłem pracować w śląskim kabarecie, zacząłem tę muzykę wykonywać. Zastanowiło mnie jedno - dlaczego muzyka tak zwana folkowa kochana jest w Grecji, w Hiszpanii, w Niemczech a u nas się zawsze folklorem gardziło. Już nawet nie mówię o tym folklorze starym, historycznym, ale tym współczesnym właśnie takim rodzajem muzyki biesiadnej, bo to jest współczesny folklor.

Jak doszło do tego, że prowadzisz „Listę Śląskich Szlagierów” ?
DN: Dostałem propozycję od Jana Musialika – szefa Firmy „PROMUS” – z którym znamy się już kilkanaście lat, właściwie od momentu kiedy zacząłem działać na Śląsku... Uznałem, że jest to dla mnie wyzwanie i cieszę się, że mogę popularyzować śląską muzykę w „TVS”. Współproducentem „Listy...” jest Bogdan Tyc – właściciel firmy „Box Music”. Wierzę, że to co dzisiaj robimy nabierze rozmachu i rozwinie się w duży przemysł tak jak to ma miejsce na przykład w Niemczech.

Czy jest to zajęcie na długo? - innymi słowy czy odpowiada Ci prowadzenie „Listy Śląskich Szlagierów”?
DN: Kiedy zaczynaliśmy pracę z „Listą Śląskich Szlagierów” wszystko było niewiadomą. Z jednej strony było to ekscytujące a z drugiej była pewnego rodzaju obawa jak to się potoczy. W tej chwili satysfakcjonuje mnie to zajęcie i nareszcie czuję się akceptowany przez Ślązaków, chociaż nie przez wszystkich. Ja pokochałem Śląsk, pokochałem Śląsk i Ślązaków, ale nie od początku zostałem zaakceptowany. W środowisku aktorskim też są różne zdania na ten temat. Cieszy mnie niesamowity odbiór „Listy...”. Dostaję tysiące maili i pozdrowień. Zobaczymy na ile formuła programu będzie potrzebna, ja jestem otwarty. Może przyjdzie czas na zmiany, ale na razie pracujemy i cieszę się, że jest jak jest.

Co najbardziej lubisz w prowadzeniu tego programu a co Cię denerwuje?
DN
: Nie wiem czy mogę mówić takie rzeczy. Denerwują mnie pewne sprawy techniczne, które rozpraszają i w pewien sposób ograniczają. Na przykład nie mam możliwości zobaczenia fragmentu teledysku i odniesienia się do niego.
Co lubię? Kontakt z ludźmi, niespodzianki, otwartych i wyluzowanych rozmówców, kiedy potrafią z uśmiechem zaskoczyć. Na tym polega współczesna telewizja. Lubię poznawać ludzi. Lubię pracę w telewizji. Jest to dziedzina, która do tej pory mnie jako aktorowi była obca. Współpracowałem już wcześniej z telewizją, natomiast nigdy dotąd na taką skalę. Właściwie jestem gospodarzem programu... Cały czas się uczę, poznaję tajniki tej pracy i to jest bardzo sympatyczne. Smuci mnie natomiast, a czasem wręcz irytuje, kiedy ludzie się zamykają i traktują wywiad jak jakiś egzamin.

Czy miałeś tremę zaczynając coś nowego?
DN: Kiedy człowiek zaczyna coś nowego, zawsze jest w tym coś ekscytującego. Nie chciałbym tylko zostać zaszufladkowany. Zawsze się przed tym bronię. To, że tańczę i śpiewam nie znaczy, że jestem wyłącznie aktorem muzycznym. Lubię wyzwania i próbuję sprawdzać się w różnym repertuarze. Chcę pokazać, że potrafię i akrobatyki trochę i zatańczyć i zaśpiewać, zagrać i komedię i tragedię. Wszechstronność to zawsze była moja zaleta. Może najwyższy czas zacząć skupiać się na jednym ale na razie cieszy mnie różnorodność.

Czy masz jakieś pomysły na ewentualne zmiany, które chciałbyś aby zostały wprowadzone do programu?
DN: To jest tak, że jak formuła się sprawdza, to się jej nie zmienia. Ale faktem jest, że są pewne pomysły, głównie Producenta. Ja też mam pewne sugestie... Zobaczymy za jakiś czas.

Sam też zaśpiewałeś kilka utworów po naszymu – czy uważasz, że powinny one znaleźć się na Liście, czy jednak chciałbyś takiej sytuacji uniknąć jako prowadzący ten program?
DN: W zasadzie w pytaniu jest zawarta odpowiedź. To, że zaśpiewałem jakieś konski po śląsku nie znaczy, – to nie wypada nawet – żebym się pojawił na Liście. Po prostu nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że prowadzący mówi głosujcie, wysyłajcie na mnie SMSy. To jest niemożliwe.

Czy odczułeś już w jakiś sposób popularność płynącą z tego, że prowadzisz właśnie Listę... bo z innych Twoich działalności widzowie znali Cię już wcześniej. Jeśli tak, było to pozytywne czy raczej negatywne odczucie?
DN: Generalnie bardzo pozytywne. Jak mnie ludzie zaczepiali nad morzem, kiedy robiliśmy „TVS Wakacje” to ewidentnie kojarzyli mnie z „Listą Śląskich Szlagierów” i to było bardzo sympatyczne. Dwadzieścia lat uprawiam zawód aktora i przez cały ten czas nie zdobyłem takiej popularności jak przez pół roku prowadzenia „Listy ...”, to jest niesamowite. Bardzo się cieszę, bo przedłuża mi to młodość: nowe przygody, nowe wyzwania. Uczę się dziennikarstwa i jednocześnie odkrywam dla siebie nową dziedzinę życia.

Jak rozmawia Ci się z wykonawcami zapraszanymi do programu?
DN: Bardzo różnie. Niektórzy są spięci i traktują rozmowę jak egzamin. To chyba pozostałość po poprzednim systemie. Każdy starał się być lepszy niż był w rzeczywistości. Często zastanawia mnie dlaczego w luźnej rozmowie, jeszcze przed programem, ludzie godajom, a później w studiu, kiedy zadaję pytanie po śląsku odpowiedź pada już „wygładzona”, czysto po polsku. Trudno powiedzieć z czego to wynika. Najfajniej rozmawia mi się z ludźmi, którzy są na luzie i znają swoją wartość. Są pewni siebie, ale nie zarozumiali. Myślę, że pewność siebie wynikająca ze świadomości własnej wartości jest naszym obowiązkiem. Poza tym lubię ludzi świadomych, którzy wiedzą po co przychodzą do studia.

Czy zdarzyły się jakieś zaskakujące sytuacje? - śmieszne, dziwne? Co utkwiło Ci w pamięci?
DN: Właściwie każdy program jest trochę zaskakujący. Wcześniej oczywiście przygotowany jest scenariusz, ale ja staram się reagować żywo, naturalnie. Mam satysfakcję, że udało mi się namówić na rozmowę Marka Czyża, a zaskoczyło mnie to, że dał się nakłonić do poważnych zwierzeń. To był chyba najtrudniejszy dla mnie wywiad, bo to najlepszy dziennikarz, z jakim pracowałem. Pierwszy raz udzielał wywiadu i to właśnie mnie. Drugie zaskoczenie to był „Kabaret Rak”. Myślałem, że się powygłupiamy, że będziemy żartować i będzie śmieszny wywiad a tym czasem zrobiła się poważna rozmowa o sztuce. Dalej, koledzy i koleżanki z „TVS” z „Radia Silesia” – to taki krótki, ale dość zabawny wywiad, raczej partnerski. Weszli na luzie, w związku z tym był taki „ping – pong” i zabawa na żywo. Zapadł mi w pamięć jeszcze wywiad z jednym zespołem. Pani była tak stremowana, że wstała i wyszła ze studia w czasie rozmowy. Generalnie przemiłe jest to, że poznaję tych ludzi i zawiązuje się rodzaj sympatii - mam nadzieję. Najważniejsze moje zadanie jest takie, żeby nie stawać przeciwko nim. Nie jestem po drugiej stronie barykady. Często na podstawie innych programów w innych stacjach goście myślą, że tu przychodzi ktoś i przepytuje, atakuje, zaczepia. Wtedy trudno się rozmawia. A ja staram się być przyjacielski. Oczywiście czasami zastosuję jakąś zaczepkę, na przykład pytaniem z pogranicza prywatnych, ale generalnie jest fajna zabawa i jest przyjemnie.

Pytania zadawał Adam Wójcik a odpowiadał... jak umiał Darek Niebudek. :)

     

powrót do menu Wywiady